kwiecień 2007


Ostatnio opisałem swoje ogólne wrażenia dotyczące Pasażu Grunwaldzkiego. Dzisiaj chciałbym jeszcze dodać do tego kilka słów na temat parkingu i opisać problemy, które zaobserwowałem.

Moje podstawowe zastrzeżenia można wymienić w dwóch punktach. Parking jest:

1) Niejasno i niewidocznie oznaczony
2) Miejscami za ciasny.

Jeśli chodzi o punkt pierwszy widać to już przy samym wjeździe. Są tam dwie bramki, przy których bierze się kartę wjazdową, automatyczna barierka, a następnie… nic. Żadnych strzałek, dodatkowych informacji, gdzie należy jechać. Jedynie niezrozumiałe oznaczenia poziome na jezdni. Oczywiście za drugim czy kolejnym wjazdem każdy kierowca będzie wiedział, któredy jechać – ważne jest jednak oznaczenie dla osób po raz pierwszy korzystających z obiektu. Tak najłatwiej sprawdzić, czy jest ono zrozumiałe – czyli prawidłowe. Według mnie obecnie nie jest.

Kolejne problemy zaczynają się już na samym poziomie do parkowania. Tutaj ponownie oznaczenia – mimo, że obecne, nie są optymalne. Teoretycznie nikt nie powinien mieć problemów z trafieniem do wyjazdu, ale już sposób dotarcia do niego wcale nie jest prosty. Raz, że konieczne jest niepotrzebne kluczenie i objazd praktycznie całego parkingu, dwa, że na pustym parkingu często po prostu wyjeżdża się z głównej ‘ulicy’. Oznaczenia poziome nie są aż tak dobrze widoczne, żeby wykluczyć pomyłkę. Podejrzewam, że zupełnie inaczej będzie to wyglądać, kiedy parking będzie zastawiony przed dużą ilość samochodów (które automatycznie uniemożliwią zboczenie z głównej drogi), jednak pierwsze wrażenie pod tym względem było negatywne.

Bardzo nieprzyjemny jest również sam sposób wjazdu na najwyższy poziom. Znajdują się dwa zakręty o 180 stopni, które są bardzo wąskie i samochody dłuższe, z gorszym skrętem będą miały problem, aby się tam zmieścić. Dodatkowo ruch odbywa się w obydwu kierunkach, przez co dodatkowo trzeba również uważać na samochody jadące z naprzeciwka. Powoduje to dość znaczne zagrożenie drobnych stłuczek. Sytuację dodatkowo utrudnia jeszcze fakt, że sam podjazd jest pod bardzo ostrym kątem, co powoduje konieczność utrzymywania pewnej prędkośći, aby nie doprowadzić do zgaszenia silnika. Wszystko to sprawia, że wjazd na parking jest niewygodny i niebezpieczny.

O ileż lepiej zostało rozwiązane to w Galerii Dominikańskiej, gdzie nie dość, że są dwa pasy ruchu w jednym kierunku, nie ma zakrętów tylko łuki, to dodatkowo wjazd i zjazd znajdują się w zupełnie różnych miejscach galerii i nie może dojść do kontaktu samochodów jadących w przeciwnych kierunkach. Parking w Pasażu Dominikańskim, przynajmniej przy pierwszym kontakcie, sprawia bardzo złe wrażenie.

Za jedną rzecz natomiast muszę projektantów pochwalić. W wielu miejscach na parkingu znajdują się progi oznaczające miejsce, do którego należy dojechać samochodem, aby zaparkować wygodnie i bezpiecznie (nie dotykając muru z przodu i nie wystając na główny pas ruchu). Jest to bardzo proste, a jednocześnie bardzo praktyczne rozwiązanie, które niestety bardzo rzadko jest u nas spotykane. Tym z większą przyjemnością zaobserwowałem jego zastosowanie tutaj.

Na koniec jednak wspomnę o rzeczy mniej przyjemnej. Po wjechaniu na parking zatrzymałem się w pobliżu dużego napisu „Wejście”. Podszedłem do niego szukając wejścia, którym można byłoby dostać się do pasażu, ale przede mną były jedynie trzy pary szarych, nieopisanych drzwi, z których dwie były zamknięte, a trzecie prowadziły do kolejnych – również zamkniętych.

Czy w tym miejscu miało być wejście, ale zmieniono plany, czy może w przyszłości jednak będzie, czy też może na znaku miała się znaleźć strzałka wskazująca właściwy kierunek nie wiem. Na chwilę obecną jednak wygląda to śmiesznie, kiedy przy dużym świecącym się znaku z napisem „Wejście” nie znajduje się nic.

Myślę, że w przyszłości będę miał jeszcze okazję dokładniej przyjrzeć się opisanym powyżej elementom. Może organizacja niektórych ulegnie jeszcze poprawie. Innych jednak – całego wjazdu i wyjazdu z parkingu – na tym etapie nie da się już zmienić.

andjoz9

Pasaż Grunwaldzki został w sobotę 21 kwietnia otwarty ponownie, tym razem już na stałe. Wybrałem się tam w poniedziałek, aby przyjrzeć się, jak tym razem wyglądało przygotowanie do przyjęcia klientów.

Trudno porównywać mi wnętrze, ponieważ poprzednim razem nie byłem w środku, jeśli jednak chodzi o otoczenie niewiele się zmieniło. Przed głównym wejściem dalej znajdują się ogrodzone wykopy, a z głównych okien budynku widok jest na rozkopany Plac Grunwaldzki. Dodatkowo obydwa chodniki z boków pasażu (od ulicy Piastowskiej i Szczytnickiej) były zagrodzone z powodu ciągle trwających robót, przez co piesi musieli iść ulicą przeciskając się miejscami pomiędzy samochodami stojącymi w korkach. Nie muszę chyba mówić, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca.

Jak więc ocenić to ponowne otwarcie? Sądząc po komentarzach osób, które miały okazję być w środku teraz i poprzednim razem, jest zdecydowanie lepiej. To jednak nie oznacza, że jest już dobrze. Pomimo wykończenia wielu poprzednich niedoróbek, pasaż dalej nie jest skończony. Trwają jeszcze ostatnie prace wykończeniowe i pomimo, że mogą one być prowadzone wśród zwiedzających, to tak naprawdę nie powinny. I przypuszczalnie, gdyby nie opóźnienia i terminy, raczej by nie były. Galeria jest duża i ładna, z ciekawie zaaranżowanym wnętrzem (które przyznam jednak osobiście nie przypadło mi do gustu – znacznie bardziej odpowiada mi rozkład Galerii Dominikańskiej, niż konieczność chodzenia ‘wkółko’ w Pasażu Grunwaldzkim), ale otwarta powinna zostać najwcześniej za tydzień, kiedy wszystkie prace wykończeniowe bezpośrednio z nią związane, zostaną już zakończone. A w w całkowicie optymalnej wersji – kiedy również remont Placu Grunwaldzkiego zostanie ostatecznie ukończony, wraz ze związaną z nim komunikacją pieszych i pojazdów.

andjoz9

Poniżej kilka przykładowych zdjęć wnętrza galerii. Jest ona bardzo duża, jednak nie ma zbyt wiele ciekawych obiektów, typu fontanny czy roślinność. Większość widać na poniższych zdjęciach.

W niedzielę odbył się coroczny maraton we Wrocławiu. I tak jak co roku – całkowicie zakorkował miasto. Nie chcę tutaj udowadniać, że organizowanie takiej imprezy w centrum miasta jest niewłaściwe, wręcz przeciwnie – uważam, że jest to potrzebne – oczekiwane przez biorących udział i dodatkowo promujące miasto, co jest bardzo istotne. Nie zwalnia to jednak z obowiązku ich odpowiedniego przygotowania. Tak, aby wpływ na normalne funkcjonowanie miasta zmniejszyć do minimum.
A jak przygotowany maraton został wczoraj?

Nie miałem możliwości sprawdzenia tego osobiście, słyszałem jednak opinie osób, które tego dnia musiały przemieszczać się po mieście. I można powiedzieć jedno – zorganizowany został fatalnie. Znowu (jak co roku) kilkaset, albo i kilka tysięcy osób stało godzinami w korkach nie mogąc przedostać się przez pozamykane ulice, znowu normalna komunikacja we Wrocławiu została zaburzona. Słyszałem opowieść jednej osoby, która musiała przejechać z Karłowic poprzez centrum w kierunku Wojszyc. Droga, która w normalnych warunkach zajmuje od 20 do 40 minut, wczoraj trwała 100 (godzinę i czterdzieści minut)! I nie ma tu dziennikarskiej przesady – tak rzeczywiście było, mimo prób pokonania tej w trasy w jak najszybszym czasie. Takie sytuacje jednak są niedopuszczalne.

Ponownie podkreślę – maraton jest potrzebny i powinien się odbywać. Ale musi zostać lepiej przygotowany.

Dlaczego o tym piszę? Uważam, że jest to bardzo ważne pod kątem innego aktualnego we Wrocławiu wydarzenia – Euro 2012. Wczoraj przyjechało do Wrocławia dodatkowych kilka tysięcy ludzi (samym biorących udział w biegu około 1500, ale zakładam, że były również dodatkowe osoby towarzyszące) – jaki był tego efekt napisałem wyżej. Jak w takim razie można oczekiwać, że miasto jest gotowe na przyjęcie dodatkowych kilkudziesięciu, a może nawet kilkuset tysięcy? Nie pomylę się chyba zbytnio twierdząc, że na ten moment spowodowałoby to całkowity paraliż miasta i komunikacyjną katastrofę. Dodatkowo o wydźwięku międzynarodowym, a co innego jednak popełniać błędy, o których wspomni kilka regionalnych serwisów informacyjnych, a co innego takie, o których dowie się cały świat. Chociaż najlepiej by było, gdyby nie było ani jednych, ani drugich..

Pozostawiam te kwestie do rozważenia odpowiednim służbom we Wrocławiu. Można to traktować jako dobrą lekcję i wskazówkę, jak wiele jest jeszcze do zrobienia i że trzeba to robić szybko i – przede wszystkim – inteligentnie. Chęci są bardzo ważne, ale mogą nie wystarczyć. Do tej pory przynajmniej nie wydawały się wystarczać..
andjoz9

Dzisiaj Pasaż Grunwaldzki we Wrocławiu (www.pasazgrunwaldzki.pl) został otwarty – po raz drugi. Tym razem obyło się bez problemów – tak przynajmniej wynika z pierwszych relacji osób, które tam były. Ja jednak chciałbym się raz jeszcze cofnąć do momentu pierwsze otwarcia i tego, jak obiekt był do niego przygotowany.

Na ten temat napisano już wiele, skupiając się na najważniejszym – fakcie, że Pasaż kilka godzin (różne źródła mówią o godzinie do 3-4) po otwarciu został zamknięty, czego powodem był brak odbioru obiektu. Zgadzam się, że jest to karygodne i osoby odpowiedzialne powinny ponieść tego poważne konsekwencje. Ja jednak zwróciłem uwagę na coś innego – to, w jakim stanie wizualnym znajdował się Pasaż w momencie, kiedy zaproszono do niego ludzi, a w mediach szeroko ogłoszono huczne otwarcie.

Moją uwagę zwróciło kilka rzeczy:

- Rozkopany cały Plac Grunwaldzki, ale przede wszystkim – rozkopany plac bezpośrednio przez głównym wejściem do Pasażu. To naprawdę tragicznie wyglądało – tłumy ludzi przechodzące obok barierek i rozkopów.

- Do tego kilka metrów od głównego wejścia leżące na ziemi śmieci – jakieś papierki, puste butelki. Można jeszcze zaakceptować niedończony na Placu Grunwaldzkim remont, ale fakt że nikomu nie chciało się wziąć miotły i doprowadzić do akcpeptowalnego stanu głównego wejścia do budynku nie zasługuje na usprawiedliwienie.

- Cały chodnik wzdłuż ulicy Piastowskiej zasypany był piaskiem, który nie został uprzątnięty. Było to bardzo śliskie i niebezpieczne, zwłaszcza dla starszych czy nie w pełni sprawnych osób.
- Wzdłuż tej samej ulicy przy pustych i brudnych wystawach porozrzucane były worki ze śmieciami.

- Z jednej ze ścian wystawały kable – zakładam, że nie podłączone do żadnego źródła prądu,ale i tak znajdowały się one w miejscu, gdzie cały czas przechodziły tłumy ludzi. Coś takiego nawet bez napięcia jest niebezpieczne.

I jak poważnie można traktować firmę, która do tak przygotowanego obiektu zaprasza klientów ogłaszając jeszcze hucznie wielkie otwarcie? Czy liczy tutaj na cud? Ślepotę? Czy może też polski konsument cały czas traktowany jest jako ubogi i niewymgający, któremu można rzucić wszystko, a on będzie się cieszyć, że cokolwiek ma?

Wydaje mi się – i mam taką nadzieję – że to jednak zaczyna się już zmieniać, a firmy, które tego w odpowiednim momencie nie dostrzegą, mogą się obudzić, jak będzie już za późno. Czego szczerze mówiąc wszelkich osobom z nimi związanym, odpowiedzialnym za takie sytuacje,chyba jednak życzę..

andjoz9