czerwiec 2007


W ostatnim numerze Newsweeka (26/2007) zamieszczony został felieton Wojciecha Maziarskiego pt „Prawie jak Mugabe” opisujący sposób postępowania Jarosława Kaczyńskiego przy konieczności radzenia sobie z konfliktami.

Autor odwołuje się tutaj do propozycji przeprowadzenia rewerendum w sprawie dofinansowania służby zdrowia przez najbogatszych, twierdząc jednocześnie, że w ten sposób Jarosław Kaczyński dzieli społeczeństwo napuszczając na siebie różne grupy. Trudno nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Dalej natomiast Wojciech Maziarski porównuje postępowanie premiera do rządzenia prezydenta Zimbabwe Roberta Mugabe, który w celu utrzymania władzy napuścił czarną biedotę na zamożnych białych farmerów. Autor twierdzi, że w ten sposób Kaczyński odrzuca europejskie standardy polityki, nakazujące łagodzić napięcia poprzez szukanie zgody i kompromisu.

Czy tak jest w rzeczywistości pozostawiam do oceny interesującym się obecną sytuacją w kraju. Mnie natomiast w szczególności zainteresowała dalsza część felietonu, w której to przywołane są potencjalne efekty takiego postępowania i podany przykład wydarzeń z Rumunii sprzed kilkunastu lat. Wtedy – w roku 1990 – tysiące studentów wyszły na ulicę domagając się dymisji rządu, na co ten zareagował podburzeniem przeciwko nim górników (napuszczenie na siebie różnych grup). Efektem były starcia, które doprowadziły do śmierci kilku osób i ranienia ponad stu. Śledztwo w tej sprawie prowadzone jest do dziś.

Piszę o tym, ponieważ sam zastanawiałem się ostatnio, czy podobna sytuacja możliwa jest w Polsce. Oczywiście do wspomnianego Zimbabwe nam daleko – w Polsce nie dochodzi do otwartego łamania praw człowieka i nie stosuje się przemocy fizycznej. Pytanie jednak, jak bardzo się do tej granicy zbliżamy. Refleksja ta przyszła przy okazji zeszłotygodniowej pikiety pielęgniarek w Warszawie (która zresztą trwa do dziś) i włączenia się w to górników. Do momentu, kiedy pod kancelarią premiera znajdowały się jedynie kobiety, wygladało to jak przykry, ale jednocześnie spotykany (niestety) w Polsce incydent – kolejna niezadowolona grupa społeczna chce udowodnić swoje racje i w tym celu urządza demonstracje. W momencie jednak, kiedy swoje przyjście zapowiedzieli górnicy, a w telewizji słychać było wypowiedzi w stylu: „niech teraz spróbują się nas pozbyć”, czy „ciekawy jak z nami sobie poradzą”, zaczeło to wyglądać bardziej niepokojąco.
Sytuacja społeczna w Polsce jest bardzo napięta. Społeczeństwo jest zmęczone niedotrzymywanymi obietnicami, niekończącymi się sporami wśród rządzacych i niewidocznymi zmianami na lepsze. Czasami przypomina to uśpioną bombę, która w pewnym momencie wybuchnie. A jeżeli tak będzie, to co się wtedy stanie?

Obecna sytuacja wydaje się bardzo powoli, ale jednak zmierzać w dobrym kierunku, więc i wizja większych zamieszek raczej się oddala. Jednocześnie jednak można być pewnym, że za jakiś czas narodzi się ponownie. Tak będzie, jeżeli ze strony rządzącej nie pojawią się konkretne działania wskazujące na to, że interes obywateli jest dla nich najważniejszy. Jednocześnie jednak do tej pory takich znaków praktycznie nie było. Co się stanie, jeżeli za którymś razem wzajemne oskarżenia i pretensje osiągną poziom, którego nie uda się już wyciszyć i dojdzie do jakiegoś incydentu, który przełamie pewną granicę?
W zeszłym tygodniu czymś takim mogło być usunięcie pielęgniarek z drogi przez policjantów, ale na szczęście zostało to przeprowadzone w sposób, który – choć krytykowany – nie mógł być odebrany jako atak na protestującyh. Za którymś razem jednak może być inaczej.

Według mnie jest jedno rozwiązanie tego problemu – nie dopuszczać do takich sytuacji, a dokładniej – nie prowokować ich. Obecny kryzys nie pojawił się nagle, wziął się z tego, że przez kilkanaście miesięcy protestujące grupy zawodowe nie odczuły obiecanego zainteresowania i działań ze strony rządzących. Łatwiej jest rozmawiać, kiedy samemu wychodzi się z inicjatywą i wykazując dobrą wolę, znacznie trudniej, kiedy postawionym jest się pod ścianą przez osoby, które „nie mają już nic do stracenia”. To właśnie ten brak działań i brak dobrej woli doprowadził do tego, co obserwujemy dzisiaj i jeżeli po wyciszeniu kryzysu (w co wierzę, że jednak się uda) pojawi się znowu, to za jakiś czas będziemy obserwować dokładnie to samo. Tylko być może z gorszymi konsekwencjami.

Odpowiedź jest więc jedna – zacząć w końcu rządzić dla ludzi, a nie dla siebie, pozwolić odnieść wrażenie dobrej woli i chęci zmian na lepsze. Nie wszystko da się osiągnąć od razu, w ciągu kilku dni. Jednocześnie jednak nikt tego nie oczekuje – potrzebna jest wola i wyraźna chęć porozumienia, przekonanie obywateli, że rząd jest dla nich, a nie przeciwko nim. W przeciwnym razie – choć mam nadzieję, że nie okażą się to nigdy uzasadnione obawy – to, co widzimy dzisiaj, będzie się potwarzać, a tłumione przez lata rozczarowanie wybuchać z coraz większą siłą. Któregoś razu – ze zbyt wielką.

Mam jednak nadzieję, że nigdy do tego nie dojdzie, a kierunek zmian będzie nas prowadził w stronę coraz mniejszego niezadowolenia i malejącej potrzeby strajków. A społeczeństwo będzie mogło w końcu nabrać przekonania, że poczynania władz są podejmowana w interesie obywateli i w celu polepszenia ich sytuacji. Wtedy być może miejsce protestów zastąpią rozmowy i konsultacje. Co zresztą od początku powinno mieć miejsce.

andjoz9

Kilka tygodni temu opublikowałem artykuł na temat wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego dotyczącej stanu przygotowań do Euro 2012. Otrzymałem dzisiaj komentarz dotyczący tego wpisu, który uznałem za warty osobnej publikacji. Przedstawiam go ponizej. Autorem jest Andrzej BOBO Bobowski:

 ——————————————-

DEBATA / Za EURO 2012, Przeciw REANIMACJI TRUPA.LIST OTWARTY. WARSZAWA. 26.05.07r.W dniu 25.05.2007 r. przysłuchiwałem się „Debacie o Euro 2012” zorganizowanej przez DZIENNIK i TVP2 a zapowiadanej już od dwóch dni w/w gazecie.Tematem debaty był problem „Czy Polska może strącić (przegrać) Mistrzostwa Europy 2012 ?”W krótkiej debacie nie zdążono omówić nawet 1/3 problemów poruszanych na łamach Waszego dziennika.Jedynym sukcesem powyższej debaty były deklaracje złożone przez Premiera Jarosława Kaczynskiego oraz przewodniczącego największej partii opozycyjnej Donalda Tuska, ze w sprawach EURO’2012 będą mówili jednym głosem i dążyli do bezproblemowej realizacji, ułatwiając powstawanie szybkich i dobrych ustaw, które nie będą przeszkadzały w realizacji planowanych inwestycji.Mam taką nadzieje, a zemną chyba wszyscy kibice, sympatycy piłki nożnej w Polsce, ze Jarosław Kaczynski i Donald Tusk wraz ze swoimi partiami zagrają w jednej drużynie, której na imię „KLUB EURO 2012”, a przyłączą się do Nich członkowie innych ugrupowań, którym na sercu leży dobro „Polskiej piłki nożnej”, abyśmy przed Europą nie dali ciała. jak to jest z lustracją, ze niby wszyscy są za, ale każdy ma inny pomysł na jej przeprowadzenie.

Idąc na to spotkanie oczekiwałem merytorycznej dyskusji min. odnośnie STADIONOW i całego zaplecza z tym związanego lub ewentualnych rozmów kuluarowych po zakończeniu oficjalnej debaty. Szczególnie zainteresowany byłem i jestem STADIONEM NARODOWYM, który zaplanowano zbudować na miejscu stadionu X-lecia w Warszawie. Ponieważ całym sercem jestem „Za EURO ‘ 12”, ale już nie koniecznie aby stadion NARODOWY budować w miejscu starego, ponieważ jest to tak, jakby go budować na wulkanie, nie znając dnia ani godziny erupcji.

Czyżby zawsze Polak musiał się uczyć na błędach?? Dopóki jeszcze jest to wszystko w fazie projektu, lub założeń projektowych, oraz nie rozpoczęto robot, warto chyba jeszcze raz przedyskutować, przedebatować, budować czy nie budować na zglizszach starego stadionu, czy lepiej przenieś tę inwestycje teraz, nie topiąc niepotrzebnych milionów, ba miliardów złotych, w chwili gdy prawie codziennie jakąś grupa niezadowolonego społeczeństwa walczy o podwyżkę. Niektóre grupy społeczne walczą o parę zł, jak kolejarze, emeryci czy pielęgniarki, inne o setki, jak lekarze, czy górnicy itd. W przypadku reanimacji stadionu X-lecia może dojść do zmarnowania grubych milionów, ba miliardów, gdyby się okazało ze pod zwałami ziemi i gruzu natrafi się na stare zasypane bajora. nie wspomnę już o niewybuchach.

Tymczasem w dzielnicy BIAŁOŁĘKA już chyba od 7 lat jest teren, jakby przeznaczony na NARODOWE CENTRUM SPORTU, na którym można by było pomieścić nie tylko stadion z całym zapleczem i infrastrukturą ale również i park o charakterze sportowym, z polem golfowym, czy ścieżkami zdrowia, nie mylić z ZOMO. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, ze do prac inwestycyjnych można przystąpić z marszu a i koszty by były o wiele mniejsze.Jedyną przeszkodą na dziś, jaką widzę, jest strach osób odpowiedzialnych za tę inwestycje. Wszędzie słyszę, z kim nie rozmawiam, ze jest to sprawa nie do ruszenia, w domyśle dając mi do zrozumienia, ze Pan Premier podjętych decyzji nie cofa, a myślę ze sprawa jest warta analizy pod względem kosztów i wybrania mniejszego ryzyka.

Tym bardziej ze ma być budowany most północny łączący Bielany z Bialoleka, autostrada Berlin-Warszawa-Moskwa. a w Modlinie budowane lotnisko. Wystarczy przeprojektować most na dwupoziomowy i przepuścić nim metro od Młocin do samego stadionu na Białołece, a nawet połączyć je nitką Praską o ile by była budowana. Prace na Białołęce byłyby nie odczuwalne dla większości mieszkańców Warszawy, czego nie można powiedzieć przy reanimacji trupa. Centrum Warszawy ciągle by było w korku.

Budując NARODOWE CENTRUM SPORTU należy myśleć o obiekcie czysto piłkarskim, nie siląc się przy okazji na obiekt uniwersalny z bieżniami do lekkoatletyki, licząc na to ze w przyszłości MKOL przyzna Warszawie organizacje Olimpiady. Wybudujmy taki obiekt który będzie zarabiał na siebie, nie jak to było ze stadionem X-lecia ,który właściwie zbudowany był na V Światowy Festiwal Młodzieży oraz uroczystości propagandowe, min. dożynki. Odbyło się na nim 25 międzynarodowych meczy piłkarskich, z niezapomnianym spotkaniem z Brazylia 3:6, czy kilkanaście mityngów lekkoatletycznych, memoriałów im. Janusza Kusocinskiego oraz Wyścigów Pokoju. Jednym słowem, niewypał.

Na pewno trzeba kupcom zdecydowanie zaproponować zmianę lokalizacji np. przy ul. Instalatorów na Ochocie obecnie Włochy. Teren zaś na którym jest stadion X-lecia wystawić na licytacje. Planowana hala i basen olimpijski przy nowobudowanym stadionie, wybudować ale na terenie SKRY Warszawa oraz zmodernizować stadion lekkoatletyczny do planowanych mityngów. Wilk będzie syty i owca cała.Teren stadionu X-lecia jest za mały by podołać wymogom bezpieczeństwa UEFA, zwłaszcza gdy chodzi o strefy przystadionowe dla kibiców tzn. turystów, strefy dla kibiców z biletami, wraz z drogami ewakuacyjnymi do stadionu i sektorów oraz policji i ERKI. Ponad to potrzebne są strefy kontroli biletów oraz przedstadionowe z dojściami do poszczególnych sektorów i drogi ewakuacyjne. Pamiętać należy również o parkingach, miejscach postojowych, drogach dojazdowych wielopasmowych itd. To samo dotyczy nowoczesnego kompleksu centrum prasowego, obiektów sportowo rekreacyjnych, hoteli, restauracji, jadłodajni, przychodni lekarskich z odnową biologiczna i hydroterapia, itd. Kibice przyjadą tu z całej Europy, by zabawić się, pośpiewać, potańczyć , dobrze zjeść i to wszystko powinno być w jednym miejscu, dla ich i mieszkańców bezpieczeństwa.

O ile list ten nie przekona naszych decydentów, to niech się dzieje wola nieba…….., samo życie to zweryfikuje. Ze zgrozą przeczytałem w sobotnim wydaniu dziennika, ze znaleźliby się zwolennicy pożegnania staruszka, nie zdając sobie sprawy ze samo przygotowanie stadionu pod względem bezpieczeństwa wymagałoby poniesienia sporych kosztów. Zwłaszcza ze część społeczeństwa wiąże koniec z końcem.

Pisząc ten list otwarty chcę w ten sposób włączyć się w debatę o EURO ‘ 2012 ponieważ leży mi na sercu dobro polskiej piłki nożnej, dla której bezinteresownie poświęciłem ponad 33 lata swojego życia i czynie to nadal, nigdy nie pytając co mogę mięć z tego, a tylko co mogę dla “niej” zrobić, tym bardziej ze już zobaczyłem na własne oczy cztery turnieje o mistrzostwo

EUROPY a na nich 42 mecze. Znając atmosferę i smak poprzednich mistrzostw nie chciałbym się wstydzić ze organizacyjnie niedociągnięcia. Ponad to przepracowałem w budownictwie ponad 40 lat, w tym również sportowym oraz bywałem na tylu stadionach, ze mam chyba mandat, ażeby zabrać głos w temacie czy “reanimować trupa”. Myślę ze lepiej parę razy się zastanowić podejmując dyskusje, debaty, niz. podejmować pochopne decyzje.

Pozostaje ze sportowym pozdrowieniem.Andrzej BOBO Bobowski
KRÓL POLSKICH KIBICÓW.
www.bobo-bobowski.pl
e-mail; boboand@wp.pl

PS. MOZE ODWAZYCIE SIĘ NAPISAC CALĄ PRAWDE, A NIE CHOWAC GŁOWE W PIASEK. NIBY WSZYSCY DEBATUJĄ, ALE CO DALEJ ???

———————————————–

Nie czuję się kompetentny do zabierania głosu w tej sprawie, niemniej przedstawione powyżej argumenty wydają się zasadne i uważam, że warto byłoby wziąć je pod uwagę na tym jeszcze etapie przygotowań do organizacji Euro 2012 w Warszawie.

andjoz9

pelnosprawni w pracyKilkanaście dni temu pojawiła się informacja mówiąca, że w kampani społecznej „Pełnosprawni w pracy” nie zatrudniono osoby niepełnosprawnej, ale aktora. Już samo to wzbudziło słuszne kontrowersje, dla mnie natomiast niepokojąca była wypowiedź rzeczniczki Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (która współfinansuje kampanię), w której stwierdzono, że wynajęcie do reklamy aktora zamiast osoby niepełnosprawnej jest łatwiejsze, szybsze i tańsze.

Można dwojako ocenić tę sytuację. Po pierwsze usprawiedliwić zatrudnienie w reklamie rzeczywistego aktora tym, że taka osoba jako profesjonalista rzeczywiście lepiej odda emocje, pozwoli wywrzeć zaplanowane wrażenie i odnieść odpowiednie efekt. W wielu reklamach również nie są zatrudniane przypadkowe osoby, tylko profesjonalni aktorzy. Jest to normalne i zrozumiałe.

Z drugiej jednak strony mamy tutaj niezwyczajną sytuację – mowa jest o kampani nawołującej do zatrudniania osób niepełnosprawnych i pokazujących – teoretycznie – że takie osoby są w stanie sprawnie realizować powierzone im funkcje. Tym samym zatrudnianie do tej roli aktora i niejako wmawianie odbiorcom, że jest to jedna z osób niepełnosprawnych, jest już przynajmniej dyskusyjne. Można tutaj odnieść wrażenie – nawołujemy to zatrudniania takich osób, ale tak naprawdę sami w to nie wierzymy i robimy coś dokładnie odwrotnego. Tym samym sygnał staje się fałszywy i trudno wierzyć, że może odnieść jakikolwiek efekt.

Osobiście skłaniam się bardziej ku temu drugiemu spojrzeniu i uważam całą sytuację za przynajmniej bardzo niesmaczną, żeby nie powiedzieć skandaliczną. Jedyne usprawiedliwienie, jakie mógłbym zrozumieć, to przyznanie, że podejmowane były próby zatrudnienia osoby niepełnosprawnej, ale nikt się nie zgłosił, lub nikt nie spełniał określonych wymagań. W takiej sytuacji zdecydowano się na zatrudnienie aktora. W każdym przeciwnym wypadku ocena tego wydarzenia może być tylko negatywna..

andjoz9

W Angorze z tego tygodnia (24/2007) pojawił się felieton panów Marka Sobczaka i Antoniego Szpaka na temat tarczy antyrakietowej, a konkretnie działań rządu w tej sprawie. Przytoczę jego fragment:

„(…) Te pełne bezczelności i arogancji wypowiedzi braci w sprawie ewentualnego referendum (nie widzą takiej potrzeby) świaczą dobitnie, iż decyzje będące brzemienne w skutki, które zdecydują o przyszłości Polski, mają być podjęte bez zgody Polaków. To co społeczeństwo sądzi, nie ma dla Jarosława i Lecha Kaczyńskich żadnego znaczenia. Oni wiedzą lepiej, co będzie dla nas dobre!

Felietony panów Sobczaka i Szpaka często są bardzo krytyczne, ale tak, jak zazwyczaj jest w nich sporo racji, tak z opinią zacytowaną powyżej, nie mogę się zgodzić. Zdaję sobie sprawę, że sprawa zamontowania w Polsce tarczy antyrakietowej jest bardzo ważna i może mieć duże znaczenie dla przyszłości naszego kraju.Rozumiem także potrzebę współdecydowania o jej powstaniu. Jednocześnie jednak zrozumieć musimy, że jako społeczeństwo wybraliśmy przedstawicieli narodu – władze, aby różne decyzje – również takie – w naszym imieniu podejmowali.

Oczywiście nie można wszystkiego przyjmować bezkrytycznie i zdarzają się sytuacje takie, w których można i należy konsultować się ze społeczeństwem. Ale decyzje militarne według mnie do nich nie należą – z prostego nawet powodu - społeczeństwo w większości nie posiada odpowiedniej wiedzy i informacji, aby na temat takich spraw decydować. Może (i powinno) mieć własne zdanie, brać udział w dyskusjach,
jednak decyzje pozostawić innym. Po to wybierani są odpowiednio wykształceni przedstawiciele, aby robić to za nas. Nie zawsze musimy się z tym zgadzać, ale pomijając krańcowe sytuacje, powinniśmy to jednak zaakceptować.

Dobrym porównaniem jest dla mnie tocząca się niedawno dyskusja dotycząca ochrony życia poczętego. Tu z kolei ja uważam, że podejmowanie decyzji w takich kwestiach bez konsultacji z narodem jest niedopuszczalne. Oczywiście społeczeństwo, podobnie jak sejm, będzie prawdopodobnie podzielone w opiniach. Jednak jeżeli decyzja będzie podejmowana przez kilka milionów osób, a nie kilkuset posłów, wtedy szansa na to, że rezultaty będą optymalne z punktu widzenia większości, będzie zdecydowanie większa.

Tak więc jakkolwiek zgadzam się z tym, że są sprawy, w których to społeczeństwo jako całość, a nie tylko rząd, powinno mieć możliwość współdecydowania, tak w przypadku obcych dla większości obywateli aspektów bezpieczeństwa militarnego kraju,
pozostawiłbym to w rękach odpowiednich osób. Nawet jeżeli te, którym wcześniej te
uprawnienia zostały przyznane, nie zawsze spełniają nasze oczekiwania…

andjoz9